Naleśniczki
Z kuchni zaczął dochodzić do mnie taki cudowny zapach naleśników. Skąd on wiedział, że mam ochotę akurat na naleśniki. A mi, akurat tego by się robić nie chciało. Oczywiście zapachy przyspieszyły mój pobyt w łazience i zmusiły mnie do szybszego pojawienia się w kuchni. Założyłam mój śliczny, biały, puchowy szlafroczek. Jak po wejściu do kuchni, Marcin zobaczył co mam na sobie, to powiedział mi, że lepiej by było, gdybym się jednak przebrała w coś, czego nie zabieram ze sobą to raz. A po drugie w coś, czego nie będzie mi szkoda wypaprać nutellą. No strasznie śmieszne. Nie ma co. Jak bum cyk, cyk. Nic śmieszniejszego to On wymyślić nie mógł. Wystawiłam mu jęzor tak daleko, jak tylko miałam możliwość. Marcin na mnie spojrzał i zaczął się tak strasznie śmiać, że prawie sobie usiadł na podłogę. Ha, ha, ha…To była moja odpowiedź, po czym przebrałam się w jego koszulę flanelową i tak przyszłam do kuchni. Tego ani ze sobą nie zabieram, a już tym bardziej nie szkoda mi tego wypaprać, powiedziałam, po czym zabrałam się do jedzenia.