Pakowanie Marcina
Zagrałam mu na nosie, po czym wzięłam się za mycie naczyń po śniadaniu. Jego upapraną koszulę wrzuciłam do kosza na pranie i zadowolona poszłam skończyć się pakować. Dorzuciłam jeszcze parę rzeczy, kosmetyki i w sumie byłam gotowa. Chyba nawet nic nie zapomniałam. Postanowiłam sobie popatrzeć, jak pakuje się mój piękny. W sumie to nawet było zabawne. Bo on wyglądał dokładnie tak samiuteńko, jak ja dzień wcześniej. Siedział obłożony ciuchami i ciężko było się mu zdecydować co ma ze sobą zabrać. Marcinku, przecież to kobiety są nie zdecydowane. Ble, ble, ble…Marcin siedział i mnie przedrzeźniał. Bardzo, ale to bardzo zabawne. Dla mnie to było zabawne. Uwielbiałam, kiedy facet nie miał argumentów, żeby się bronić. A tak właśnie było teraz. Ja aż sobie odetchnęłam z ulgą, jak pomyślałam, że ja mam już pakowanie się za sobą. To była najgorsza rzecz, jaką trzeba było zrobić przed wyjazdem. Włączyłam sobie radio i śpiewałam. Czułam już delikatny stresik przed wyjazdem. Nigdy nie miałam okazji lecieć samolotem. Bałam się, że coś nie tak będzie. Ehh…