Więc tak, przede mną leżała moja walizka. A taką fajną miałam. Rodzice mnie kiedyś zaopatrzyli. Na kółeczkach była i nawet pakowna. Tak przynajmniej myślałam do dziś. Bo jak zobaczyłam ilość rzeczy, to jakoś moje zdanie zaczęło się pomalutku zmieniać. Moje ubrania leżały dosłownie wszędzie w koło mnie. Tutaj spódniczki, tam koszulki na ramiączkach. Spodenki w innym miejscu. Jejku, a gdzie ja mam moje bikini. Za chwilę poszukam. Zaraz, zaraz, a buty jakie wziąć, hmmm. No i ile par w ogóle. Zaczynało być niewesoło.
Takkkkk, siedziałam na podłodze między stertą szmatek i walizką, która okazała się trochę jednak za mała. I nie wiedziałam w co mam ręce włożyć. Ludzie, a Marcin? Ciekawe jak on się spakuje. Ale, on pewnie dybie miał po pierwsze mniej rzeczy. A po drugie wcale nie będzie się tak przejmował co ma ze sobą wziąć. Ale nie będę dzwoniła do Moni, bo stwierdzi, że ja to już z niczym nie potrafię sobie poradzić. Tak biorąc pod uwagę ostatni czas, to wypowiadając te słowa, miałaby mnóstwo racji.
|