Znów panika
No tak, tak…zaczynam się przejmować i martwić zanim jeszcze w ogóle jest czym. Ale co ja zrobię, że przerażał mnie sam fakt, że mam wsiąść do samolotu. Będzie dobrze, będzie dobrze. Marcin spokojnie się pakował. Zresztą, on w ogóle był spokojny, ale on już latał samolotem. Ja chyba muszę zadzwonić do Moniki, bo sama to się w życiu nie uspokoję. Tak jak postanowiłam, tak zrobiłam. Monika nawet nie musiała pytać, co jest powodem mojego telefonu. Ona świetnie wiedziała. Powiedziała mi, że tylko czekała na ten telefon, bo świetnie zdawała sobie sprawę, że znajdę problem tam, gdzie w ogóle go nie ma. Aj, wszyscy znali mnie już na wylot. Czy ja naprawdę byłam aż taka przewidywalna. Zaczynało mnie to wkurzać. Czemu ja się ciągle przejmowałam tym, czym w ogóle nie było warto. I nie, nie dociera do mnie tłumaczenie, że taka już jestem. Nie mam najmniejszego zamiaru taka być. Kurcze no, z nerwów zaczynałam mieć już łzy w oczach. Marcin chyba usłyszał moją rozmowę z Monią, bo przyszedł i bardzo mocno mnie przytulił.